Dziecko, którego rodzice mają
pieniądze, zawsze ma łatwiejszy start w życiu. Wtedy wszystko jest
lepsze, piękniejsze. Zwłaszcza, gdy rodzina jest wobec niego w
porządku, nie wymagają zbyt dużo i po prostu cię kochają. Przykro
jest o tym myśleć akurat, gdy klęczysz przed obcym gościem,
skrępowany i poobijany tak mocno, że nie wiesz, co nie zostało
połamane. Który to raz? Drugi albo trzeci. Krztusisz się i
dławisz, stawiając bezsensowny opór. Ktoś chwyta cię za włosy
tak mocno, że prawie wyrywa ci je ze skalpu. Generalnie to przeżyłem
niesamowite deja vu.
Gdy rodzice o ciebie dbają, idziesz do
najlepszych szkół, spełniasz swoje marzenia, jesteś szczęśliwy.
Głupio się nad tym rozwodzić, gdy leżysz na podłodze,
półprzytomny i nagi. Ale trzeba się podnieść, znaleźć ubrania,
udawać, że znowu się nic nie stało.
Bo gdy rodzice się tobą przejmują,
nie możesz ich zawieść, ani ich martwić. Zebrałem z podłogi
ciuchy i naciągnąłem je na siebie powoli. Idąc przez korytarz
szkoły natknąłem się również na swoją torbę. Było wpół do
piątej. Już prawie spóźniałem się na trening. Cóż, bywa.
Swoją drogą.. Na obecną w tej
historii chwilę mam piętnaście lat. Chodzę do burżujskiego
gimnazjum, ale niewiele to zmienia. Czasami zdaje mi się, że tu
patologia szerzy się nawet bardziej niż w zwyczajnych szkołach.
Zdążyłem się już przyzwyczaić do gnębienia z powodu mojego
wyglądu. Jestem chłopakiem, choć moja twarz nie do końca na to
wskazuje. Można mnie uznać za osobę androgyniczną, tak
przynajmniej uważam. Dorzućmy do tego albinizm i bycie w połowie
Azjatą. W Polsce. Powinno to mówić samo za siebie. W mojej opinii,
oczywiście.
Nie wiem, dlaczego tak to podkreślam.
Po prostu chcę wam uświadomić, jak subiektywne to wszystko będzie.
Wspomniałem również o treningu.
Można uznać, że jestem profesjonalnym łyżwiarzem figurowym.
Startuję w konkursach juniorskich o randze międzynarodowej. Uważam,
że to jedna z niewielu rzeczy, w których jestem w miarę dobry.
Poza tym istnieje tylko malarstwo i może jazda konna. Nie błyszczę
w żadnym przedmiocie szkolnym, nie wykazuję się zbytnią
inteligencją. Po prostu jestem. Pospolity i co najwyżej przeciętny.
Wracając do realnych wydarzeń.
Uwielbiałem wychodzić ze szkoły późnym popołudniem. Choć
okoliczności raczej nie należały do przyjemnych, to sam moment
opuszczania szkoły był magiczny. Szedłem powoli pustym korytarzem,
słuchając jak odgłos moich kroków odbija się od ścian, drzwi i
okien. Mdłe kolory nabierały zupełnie innego znaczenia, gdy
oświetlało je popołudniowe, listopadowe słońce. Patrzyłem przed
siebie z udawaną dumą, jakbym nie był najbardziej zepsutą osobą,
jaką kiedykolwiek dane mi było spotkać. Wyszedłem ze szkoły na
ruchliwą ulicę. Skierowałem się na przystanek tramwajowy. Nie
było szans, bym zdążył na czas. Dzisiaj jednak wydawało mi się
to szczególnie nieistotne. Nie wiem z jakiego powodu. Łyżwy to
moja miłość od dziecka. Pasja, która zostanie ze mną do śmierci.
Ale dzisiaj szczególnie nie miałem ochoty pojawiać się na
lodowisku. Może dlatego, że nie zrobiłem tego, co powinienem na
dziś przygotować? A może po prostu byłem zbyt obolały, by
prawidłowo się poruszać. Mimo wszystko tam pojechałem. Gdy tylko
otworzyłem drzwi, a moje oczy napotkały znajomą recepcję i
wypożyczalnię, mimowolnie się uśmiechnąłem. Przywitałem się
ze starszą panią, która pracowała tu odkąd tylko pamiętam.
Potem podbiegłem do szatni, udając, że zależy mi na niespóźnieniu
się na trening. Miałem pięć minut na przebranie się i dojście
na lodowisko. Nieszczególnie się śpieszyłem z tymi czynnościami.
Wyszedłem na halę z typową dla siebie butą, nie zważając na to,
co się dzieje i co inni robią, a tym bardziej co myślą. Liczyłem
się tylko ja.
Przynajmniej tak to miało wyglądać.
- Kazuta! Spóźniłeś się! -
krzyknął do mnie trener.
Był zły, cóż za nowość.
- Straciłem poczucie czasu - odparłem
wymijająco, wchodząc na lód.
Znajdowało się tam już całkiem
sporo ludzi. Cmoknąłem z niezadowoleniem.
- Mam jeździć w takich warunkach? -
mruknąłem z pogardą.
- Nie narzekaj, tylko się rusz -
odpowiedział mi trener.
Westchnąłem teatralnie.
Taką krótką historią poznajcie
mnie. Nazywam się Haruka Kazuta i zapraszam was do zapoznania się z
moim żałosnym życiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz